Nie wirzyliÅ...



Nie wirzyliście ani we własne siły, ani w twórczość swych rodaków, a byliście po prostu zarozumialcem opierającym się o grube tomy podręczników. I czym jesteście teraz? Niczym!..." W takich mniej więcej słowach układała się w umyśle Kuźmy Kuźmicza mowa oskarżycielska. Dalej jednak następowało gorzkie zdanie, zwrócone do samego siebie: „A czyż nie byłeś tego samego zdania co on? Czy nie starałeś się ze wszystkich sił dowieść, że Topolew i Grubski — to dwa buty z jednej pary?" Ta myśl była tak nieprzyjemna, że Kuźma Kuźmicz odżegnywał się od niej obydwiema rękami. Nikt więcej nie przyszedł do niego. Dwie czy trzy osoby zajrzały do gabinetu, ale Topolew nie był im potrzebny. Żenią Kozłowa w płaszczu i białej puszystej chusteczce na głowie uchyliła drzwi i od progu obejrzała pokój nie zwracając uwagi na Topolewa.